|
Park Kaskada komentarz (admin1) 16 maja 2007r. W Parku Kaskada w dniu 12 maja 2007 r. bawiono się na Żoliborskim Festynie Rodzinnym. Organizatorem był Ośrodek Pomocy Społecznej. Pani Anna Wiśniwska-Mucha, dyrektor ośrodka włożyła naprawdę wiele starań w organizację tej imprezy. Z tego, co zaobserwowałem byli na niej obecni przede wszystkim podopieczni Ośrodka Pomocy Społecznej. Były nasze przesympatyczne żoliborskie "Niezapominajki". Było też wielu gości. Impreza była sukcesem. A dlaczego miałaby się nie udać, skoro imprezę organizowała pani dyrektor Anna. Pogoda też dopisała. Wasz sprawozdawca też odniósł sukces. Wykonał bowiem serię zdjęć z imprezy, no i udało mu się spotkać jednego malkontenta. A było to tak. W pewnym momencie prawie wszyscy ustawili się w kolejce po kiełbaskę z rusztu. Kolejka ta była spora. Kiełbaski się przyrumieniły, niektórzy wołali, że chcą bardziej przypieczone, z chrupiącą skórką. Nasza kolejka ruszyła kaskadowo. Niestety do mnie gorące, nie doszły. Poprosiłem więc, o jeszcze nie do końca przyrumienione, byleby było dużo musztardy. Szef rusztu (grilla) jednak namówił mnie bym poczekał. I tu usłyszałem w kolejce malkontenta. Biadał on, po co oni coś takiego organizują, wydają tyle pieniędzy, czy nie można by przeznaczyć tych środków dla bezdomnych i biednych. Kontynuował w oczekiwaniu dalej, po co wynajmować za ciężkie pieniądze, przenośną scenę, by oglądać faceta, jako jakieś dziwo, bo mające 196 cm wzrostu. Tak malkontenci wszędzie się znajdą. Starałem się jeszcze troszeczkę wejść w tok myślenia, pewnego Smurfa, który narzekał "Nie, nie uda się, nie to się nie może udać". Ale następna partia kiełbasek okazała się gotowa! Hurra! Będziemy się zajadać! Malkontent podstawił swoją tackę i powiedział, że skoro on tak długo musiał czekać, to mu się należy podwójna porcja. Taką też dostał. Ja ze swoją kiełbaską powędrowałem do znajomych, roześmianych seniorek siedzących przy namiocie, gdzie wojsko ordynowało grochówkę. Jak zwykle było troszkę plotek o OPSie i o pewnej znajomej pani dozorczyni. Następnie podszedłem do radnych: Koperskiej, Ptaszyńskiej, Selwant, Zbrożyny, żeby przeprowadzić pewien eksperyment. Eksperyment się powiódł. Mimo, że markowałem robienie zdjęć z różnych stron, żadna z pań nie zwracała na mnie uwagi - panie jadły wojskową grochówkę z apetytem. Z ich zachowania wywnioskowałem, że była bardzo dobra. Ja trochę straciłem humor, bo już byłem bardzo dobrze najedzony i grochówka była poza moimi możliwościami. Zauważyła to widocznie pani dyrektor Anna, bo spytała, czemu jestem taki ponury. Na to odpowiedziałem, że po to jest ona, żebyśmy my od niej goście zarażali się radością. I tak się stało. Zaraziła mnie. Poradośniałem! Ot tak. Cieszyłem się, bo się śmiałem, by za chwilę śmiać się, że się cieszę. No i co. Stanąłem sobie na ścieżce przed estradą, patrzę, a dzieciaki, zamiast na scenę patrzą się na mnie, śmiejąc się wniebogłosy i coś za mną pokazują sobie rękami. Odwróciłem się. A za mną stał pomarańczowy clown i wymachiwał nad moją głową nadmuchiwanym młotkiem. Cóż, było wielkie wspólne z dzieciakami: HA! Ha! Wspomniane dziwo 196 cm znakomicie zatańczyło walca na koniec występów z wybraną dziewczyną z widowni. I dostało masę braw. I było bardzo dobrze. Nawet malkontentowi, który sobie przysnął na trawie i przez sen się uśmiechał. Straż Miejskia chciała go obudzić, ale wytłumaczyłem im, że dziś, ten pan pewnie zjadł ciut, ciut za dużo, i niech śpi. Straż stwierdziła: niech śpi. Było znaczie więcej atrakcji, nie we wszystkich uczestniczyłem. Acha kolejka po kiełbaski wcale nie ulegała skróceniu. Wciąż ustawiali się w niej nowoprzybyli. Niektóre atrakcje sfotografowałem i te można obejrzeć w naszej galerii. Post scriptum Przyłączam się do opinii pani Selwant. W parku Kaskada przydałaby się muszla koncertowa! admn1
|